Nadeszły upragnione wakacje i długo oczekiwany wyjazd w nasze ulubione Bieszczady, gdzie mieliśmy zarezerwowaną, praktycznie ukrytą w lesie chatkę. Nie była ona może zbyt dobrze, wyposażona, ale nam to zupełnie wystarczało. W planie mieliśmy intensywny wypoczynek na łonie natury, a w drugiej połowie urlopu odwiedziny naszego kolegi, a ściślej mówiąc kolegę żony z jej poprzedniej pracy. Zaprosiliśmy biedaka, aby się trochę rozerwał po tym jak rozstał się ze swoją dziewczyną. Do jego przyjazdu wybyczyliśmy się na łonie przyrody za wszystkie czasy. Właściwie, to nie spotkaliśmy żadnego człowieka, czego nam zaczynało powoli brakować. Z radością więc odebraliśmy telefon, że nasz znajomek jest już prawie na miejscu i mamy po niego wyjechać na przystanek PKS. Kiedy tam dotarliśmy, okazało się , że Michał, bo tak mu na imię przywiózł chyba z pół plecaka zacnych alkoholi - zapowiadały się niezłe popijawy. Pogoda nadal była super, więc najczęściej w dzień zwiedzaliśmy okolicę, bądź też, ...